niedziela, 28 czerwca 2026

ESCA - tego jeszcze nie grali

Choroby drewna

Dziś chciałem wam przybliżyć trochę choroby drewna winorośli, nie bez powodu ale o tym dalej. W swoich poszukiwaniach zacząłem od źródeł oficjalnych. W sieci dostępny jest obszerny przegląd naukowo-techniczny poświęcony chorobom pnia winorośli, opublikowany przez Międzynarodową Organizację Winorośli i Wina (OIV). To kompleksowe opracowanie naukowe pod tytułem „Grapevine Trunk Diseases. A review” opisuje epidemiologię, patogeny (takie jak Esca czy Eutypa dieback) oraz metody im zapobiegania. Jest on dostępny w formacie PDF na stronie OIV - Grapevine Trunk Diseases. A review i to polecam na przystawkę a teraz do brzegu bo chciałem się skupić na jednej z takich chorób, która zaintrygowała mnie najbardziej, ale o tym dalej ;).

Jak pokazują badania do niedawna choroby pnia zazwyczaj uszkadzały głównie stare rośliny, a zastępowanie porażonych winorośli zdrowymi było powszechnym i skutecznym sposobem ograniczania rozprzestrzeniania się choroby. Ostatnio zaobserwowano, że choroby te szybko się rozprzestrzeniają i atakują nawet dwu- lub trzyletnie rośliny. Obecnie choroby pnia winorośli często pojawiają się w winnicach powyżej 7 lat. Dane przedstawiają średni odsetek kumulacji występowania choroby w winorośli, jej ewolucję, a także wpływ na plony w całym okresie jej produkcyjnego życia.

Wykres1 - Częstość występowania chorób wraz z wiekiem winorośli
(% winorośli z martwymi pędami, karłowatymi pędami i objawowymi liśćmi)

Patrząc  na powyższy wykres można warto zauważyć, że po jakichś 10 latach na winnicy gwałtownie zaczyna pojawiać się coraz więcej chorób drewna (20% z objawami). Osobiście mnie to trochę zaskoczyło, jak dla mnie 20% to sporo.


Wykres 2 - Wpływ chorób pnia na plony.

Na kolejnym wykresie pokazano jak wiek winnicy (a co za tym idzie % wartość chorób) wpływa na plonowanie (w tonach/akr). Po wspomnianych wcześniej 10 latach jest to już strata rzędu 20% a po 5 kolejnych latach dodatkowe 50%. 

ESCA

ESCA (pasiastość liści winorośli i apopleksja) Phaeomoniella chlamydospora bo o niej chciałem popisać szerzej to  choroba grzybicza występująca na obu półkulach już od czasów najdawniejszych. Tak występuje też w Polsce, bo choroby winorośli to nie tylko mączniak i szara pleśń ale także inne które, notabene też dają objawy na liściach więc może dobrze coś o tym wiedzieć. 

Jak wspomniałem choroba znana jest od niepamiętnych czasów. Esca jest znana od dawna wszędzie tam, gdzie uprawia się winogrona, i może być tak stara, jak sama uprawa winorośli: wzmianki o objawach podobnych do esca można znaleźć w kilku starożytnych dziełach greckich i rzymskich.

Termin „esca” (po łacinie „jedzenie”) odnosi się do wykorzystania spróchniałego i chorego drewna winorośli jako opał do gotowania i palenia w piecach. Chociaż termin ten nie jest już powszechnie używany, starsze źródła (XIX-XX wiek) podają inną nazwę choroby esca: „apopleksja winorośli”.

W ostatnich latach choroba ta wykazała pewną zdolność do rozwoju nawet na młodych roślinach , co spowodowało wzrost zainteresowania i wzrost liczby prowadzonych badań naukowych. Chociaż przyczyny choroby zostały zidentyfikowane, dokładna i terminowa identyfikacja patogenów pozostaje odległa ze względu na długi czas trwania eksperymentów i brak wystarczającego finansowania.

Jest bardzo prawdopodobne, że przynajmniej część zewnętrznych i wewnętrznych objawów Esca jest spowodowana fitotoksycznymi metabolitami grzybów wytwarzanymi w przebarwionej lub zbutwiałej tkance drzewiastej lub utlenianiem niektórych substancji reagujących z żywicielem. Niektóre substancje chemiczne wytwarzane w wyniku infekcji grzybiczej są toksyczne dla winorośli. W szczególności α-glukany i dwa pentaketydy naftalenonowe, zwane scytalonem i izoskleronem, są metabolitami wtórnymi kilku grzybów i były również wytwarzane przez te grzyby in vitro. Esca to złożona choroba, której objawy mogą wynikać ze współistniejącego działania kilku czynników.

Obecnie w środowisku naukowym mówi się o dwóch postaciach tej choroby:

  • młoda esca lub „choroba Petriego”, która odpowiada tracheomikozom, których czynnikami sprawczymi są grzyby z rodzajów Phaeoacremonium i P. chlamydospora, mogące zakażać materiał rozmnożeniowy i krzewy w polu podczas szczepienia lub cięcia poprzez rany cięte. Choroba Petriego zwykle atakuje bardzo młode rośliny, u których rdzeń czernieje, obserwuje się chlorozę liści, a z ran wycieka ciemny, lepki płyn;
  • esca apoplektyczna, która pojawia się na dojrzałych krzewach i jest najprawdopodobniej wywoływana przez F. mediterranea, grzyb zdolny do kolonizowania już chorych roślin dotkniętych przez młodą escę i wnikania w zdrowe rośliny przez rany po przycinaniu.

Objawy i uszkodzenia

Najbardziej charakterystyczne objawy esca można zaobserwować na liściach winogron latem lub wczesną jesienią. Są to chlorotyczne obszary między nerwami, które następnie przekształcają się w martwicze (wyschnięte) plamy o niewyraźnych brzegach. Z czasem przebarwienia te zmieniają się i przyjmują charakterystyczny wzór „prążkowania”, podczas gdy główne żyły i tkanki międzyżyłkowe pozostają zielone. Typowa jest również obecność cienkiego chlorotycznego (żółtego) pasma oddzielającego obszar martwicy od żył. Grona zainfekowanych roślin dojrzewają późno, mają niską zawartość cukru i tracą turgor, stając się wiotkie. Na skórce jagód widoczne są brązowofioletowe plamy, nierównomiernie rozmieszczone i zbiegające się w podłużne paski.

Rys. Efekt choroby ESCA na liściach.

W ESCA brzeg obramowujący nekrozę jest czerwonobrązowy w odmianach czerwonych (po lewej, Cabernet Sauvignon) lub żółty w odmianach białych (po prawej, Sauvignon Blanc). 

Nie ma bezpośrednich metod zwalczania choroby, a Esca często prowadzi do zamierania winorośli. Badania wykazały, że winorośle przycinane zimą są kilkakrotnie bardziej narażone na zakażenie Esca niż te przycinane we wczesnym okresie wzrostu. Należy unikać dużych ran podczas przycinania winorośli a same rany należy dezynfekować specjalnymi środkami uszczelniającymi. Sekator należy regularnie przecierać alkoholem lub innym środkiem dezynfekującym. Zainfekowane winorośle należy przycinać jak najpóźniej, gdy tylko sok zacznie płynąć. Przycięte winorośle należy usunąć z miejsca porażenia i spalić.

ESCA u mnie ???

Znasz to uczucie, kiedy wchodzisz rano do ogrodu, patrzysz na swoje wypielęgnowane krzewy winorośli, a tam na dolnych liściach pojawiają się niepokojące, suche, pergaminowe plamy? Moja pierwsza myśl: ESCA. Czyli wyrok śmierci dla krzewu, nieuleczalna choroba pnia, szpadel i cała roślina ląduje w ognisku. To młoda sadzonka, objawy występowały na niej co roku o tej samej porze – na przełomie maja i czerwca – scenariusz się więc powtarzał i nie był to przypadek. Najniższe, najstarsze liście mojej młodej sadzonki pokrywały się kanciastymi, brązowo-beżowymi „wyspami”. Działo się to bardzo szybko, w przeciągu kilku dni. Obrywanie powodowało jedynie tyle że plamy pojawiały się na kolejnych liściach powyżej.

Foto. Komplet objawów (09.06.2026)

W tym roku postanowiłem ostatecznie rozwikłać tę zagadkę. Do tematu podszedłem naukowo i zapytałem AI ;). Diagnoza mnie zdruzgotała "szpeciel lub mączniak prawdziwy". Podrapałem się po głowie i stwierdziłem ze jeszcze długa droga przed nami by ze sztucznej inteligencji coś sensownego wycisnąć ale nie poddałem się i po dalszym dialogu wykrystalizowała mi się kolejna diagnoza - ostry niedobór magnezu. Na myśl przyszedł mi pobliski świerk.


Foto. Lokalizacja sadzonki (za płotem świerk).

Może to sąsiedztwo spowodowało że winorośl co roku cierpiała na głód magnezowy ? Potwierdzałby to fakt że objawy pojawiały się tylko na dolnych liściach a także początki objawów pojawiające się zawsze o tej samej porze roku. Może odpowiedź kryła się zaledwie... 1,5 metra dalej. Dokładnie w takiej odległości od mojej sadzonki rośnie duży, piękny (w sumie już ponad 7m) świerk. Potwierdzałoby to że iglaki to bezwzględni sąsiedzi dla winorośli. Przypuszczam że świerk szkodzi mojemu krzewowi na trzy sposoby: 

  • Zakwasza glebę – rozkładające się igliwie drastycznie obniżał pH podłoża. W kwaśnej glebie magnez zostaje zablokowany i korzenie winorośli nie potrafią go pobrać.
  • Działa jak pompa wodna – agresywne korzenie świerka wysysają każdą kroplę wody, a bez wilgoci transport minerałów w glebie zamiera.
  • Kradnie jedzenie – wiosną, w fazie najsilniejszego wzrostu, świerk dodatkowo zabierał składniki odżywcze z ziemi.

Gdy winorośl ruszała z kopyta na wiosnę, potrzebowała masy chlorofilu. Nie mogąc pobrać magnezu z ziemi zablokowanej przez świerka, zaczynała "wysysać" go z własnych najstarszych liści, aby ratować młody wierzchołek. Efekt? Dolne liście momentalnie zamierały i zasychały na wiór. 

Nie potwierdzały choroby drewna też nekrotyczne plamy, które nie posiadały charakterystycznej "obwódki". 

Sprecyzowałem mój plan ratunkowy (i rozwiązanie problemu na stałe) i skoro przyczyna wstępnie została zidentyfikowana, przeszedłem do natychmiastowego działania. 

Pierwsza pomoc: Oprysk interwencyjny, działający natychmiast. Zamiast karmić zablokowane korzenie, podałem magnez bezpośrednio przez liście. Co zastosowałem? Siarczan magnezu (sól Epsom) w stężeniu 1,5% (15 gramów proszku na 1 litr wody). Dokładny oprysk z góry i od dołu liścia, wykonywany wieczorem, aby nie popalić dodatkowo rośliny na słońcu. Zabieg powtarzałem 3 razy co 7-10 dni.

Zaplanowałem też działanie profilaktyczne na kolejne lata: Aby za rok historia się nie powtórzyła, zmieniam strategię na wyprzedzającą: Jesienią rozsypię wokół winorośli Dolomit (wapno magnezowe) co powinno zneutralizować kwaśny odczyn od świerka i odblokować magnez w glebie. Przyszłą wiosną: Nie czekając na plamy, gdy tylko krzew wypuści pierwsze 5 liści, profilaktycznie dostanie dawkę dolistnego siarczanu magnezu. By ułatwić przedostawanie się pierwiastków do korzeni wprowadzę też podlewanie. Raz w tygodniu winorośl dostanie całe wiadro wody prosto pod korzeń, żeby napiła się głębiej, zanim wodę przechwyci świerk. 

Tak działałem przez miesiąc, natomiast po miesiącu zaobserwowałem że przybył kolejny liść a wybarwienia na liściach się pogłębiły i nabrały wyglądu jeszcze bardziej przypominającego ESCA.  

Foto. Komplet objawów (28.06.2026)

Generalnie dalej obserwuję i szukam odpowiedzi bowiem rozważane obie wersje chorobowe wydają mi się prawdopodobne. Ostateczną odpowiedzią będzie zapewne przecięcie pnia i dokładne sprawdzenie drewna. Będzie to też ostateczne dla krzewu bo po takim zabiegu będzie raczej do wykopania.

Gdyby ktoś chciał się podzielić własnym zdaniem na ten temat za wszelkie sugestie będę wdzięczny. Krzew do końca roku zostaje w izolatce. Jak coś się zmieni w jego kondycji dam znać.

Przy opracowaniu powyższego wpisu korzystałem z poniższych stron:

vinograd-krasohina.ru

vinograd.info


sobota, 13 czerwca 2026

Siewki winorośli - czy warto ?

Dziś chciałem poświęcić trochę czasu by przybliżyć wam sposób powstawania nowych odmian winorośli.

Nowe odmiany możemy generalnie pozyskać z nasion owoców, które po uprzednim odpowiednim przygotowaniu sadzimy i czekamy co z tego wyniknie. Taki proces nie jest jednak łatwy i ma sporo wad, które postaram się przybliżyć poniżej.    

Siewka winorośli (czyli roślina wyhodowana bezpośrednio z nasiona) owocuje zazwyczaj po 3 do 5 latach, ale w niektórych przypadkach pierwsze owoce mogą pojawić się nawet dopiero po 7 lub nawet później. Jest to sporo, bo klasyczne sadzonki wegetatywne (z patyków) owocują dużo szybciej, bo już w 2-3 roku. Siewki potrzebują więcej czasu na przejście z fazy młodocianej do dojrzałej. To jest chyba ich podstawowa wada (w prostych słowach: za dużo z tym pierdzielenia a i tak na koniec nie wiadomo czy cokolwiek dobrego z tego wyszło).

Kolejną sprawą jest to że nie jesteśmy w stanie przewidzieć co nam z takiej siewki wyrośnie. Owoce z siewki prawie nigdy nie powtarzają cech rośliny matecznej. Nowy krzew może rodzić owoce mniejsze, kwaśniejsze lub o zupełnie innym smaku i kolorze. Dziedziczenie odporności (np. na mączniaka prawdziwego czy rzekomego) podlega dokładnie tym samym prawom genetyki, co smak czy wielkość owoców. Tak naprawdę to loteria i żmudna praca polegająca na testowaniu setek siewek i mozolnej ich selekcji. Profesjonalni hodowcy, aby znaleźć jedną super-odporną siewkę o smacznych owocach, muszą wysiać i przetestować tysiące nasion, ponieważ większość z nich okazuje się słaba lub podatna na choroby. 

Jedynym sposobem na otrzymanie krzewu identycznego z rodzicem jest pobranie z niego sztobra i jego ukorzenienie. Można też rozmnażać go innymi sposobami ale o tym pisałem TUTAJ.

Wracając do siewki. Winorośl jest rośliną obcopylną o bardzo złożonym kodzie genetycznym. Rozmnażanie z nasion to loteria genetyczna. Mogą wystąpić nam trzy scenariusze dziedziczenia odporności:

Scenariusz 1: Pełny sukces (wzmocnienie cechy) – Siewka dziedziczy geny odporności po obojgu rodzicach i staje się jeszcze bardziej odporna niż oni. Na tym mechanizmie bazują profesjonalni hodowcy tworzący tzw. odmiany PIWI (hybrydy odporne na choroby grzybowe).

Scenariusz 2: Dziedziczenie częściowe – Roślina przejmuje cechy tylko jednego rodzica. Jeśli skrzyżujesz odmianę odporną z podatną, siewka może być średnio odporna.

Scenariusz 3: Regres genetyczny (najczęstszy) – Ukryte (recesywne) geny podatności na choroby, które u rodziców nie były widoczne, mogą połączyć się w siewce. W efekcie nowa roślina będzie chorować znacznie częściej i mocniej niż krzewy mateczne.

 

A teraz może trochę skąd pomysł na tego posta. Otóż nie inaczej, jest okazja, zostanę rodzicem 😉. Moja pierwsza siewka po faktycznie bardzo długim okresie wchodzenia w wiek dojrzały postanowiła w tym roku zaowocować i to dość niespodziewanie bo po jakichś 7 latach gdy już ją kilka razy ze szpadlem obchodziłem drapiąc się po głowie czy to już czas. Suma summarum została i gdy inne krzewy wkoło obmarzły ona nie dość że nie obmarzła to wręcz obsypana kwiatostanami. Musiałem sporo latorośli usunąć i zredukować o połowę kwiatostany. No i z tego wynikają wiadomości dla mnie dwie (jak zwykle dobra i zła), dobra że jest raczej odporną i plenną odmianą, zła że niekoniecznie musi to iść w parze ze smakiem i jakością owoców.

Kwiatostany

Rys. Rodzaje kwiatostanów: a - samopylny, b - żeński, c - męski

Po lewej stronie zdjęcie kwiatostanów mojej siewki. Jest samopylna, więc nie wymaga zapylacza (gratisowo dodaję słodyszka rzepakowego, który akurat posilał się pyłkiem). Większość winorośli jakie sadzimy jest samopylna. Czasem jednak trafiają się odmiany z kwiatami żeńskimi. Sam mam kilka takich odmian. 

Poniżej zebrane informacje o rodzajach kwiatostanów.

Kwiat obupłciowy (Hermafrodyta ☿)
Najbardziej popularny u winorośli. Stanowi standard u większości nowoczesnych odmian deserowych i przerobowych. W centrum znajduje się duży, dobrze wykształcony słupek. Wokół niego wznoszą się długie, proste i sztywne pręciki zwieńczone pylnikami. Kwiat jest w pełni samopylny. Pyłek z pręcików bez problemu opada na sąsiadujący słupek tego samego kwiatu. Zapewnia to łatwe zapylanie a finalnie wysokie i stabilne plonowanie, niezależnie od obecności owadów czy sąsiedztwa innych krzewów.

Kwiat żeński (♀)
Niektóre starsze lub bardzo cenione odmiany posiadają wyłącznie kwiaty żeńskie. Centralny punkt to idealnie zbudowany, duży słupek. Jednak otaczające go pręciki są krótkie, wiotkie i wyraźnie wygięte w dół (wyglądają jak zwiędnięte lub odwrócone haczyki). Pyłek produkowany przez te wygięte pręciki jest sterylny (pusty i bezpłodny). Kwiat żeński nie potrafi zapylić się sam. Do zawiązania owoców bezwzględnie potrzebuje „partnera” – innej odmiany obupłciowej kwitnącej w tym samym czasie, z której wiatr lub owady przeniosą płodny pyłek.

Kwiat męski (♂)
Spotykany głównie u winorośli dzikich (np. Vitis riparia, Vitis rupestris) oraz u podkładek stosowanych do szczepienia. Posiada wyłącznie długie, silne i proste pręciki z ogromną ilością żywotnego pyłku. W samym środku kwiatu brak jest słupka (jest całkowicie zredukowany lub widoczny tylko jako maleńki ślad). Służy wyłącznie jako zapylacz. Sam nie posiada organów żeńskich. Taki krzew nigdy nie zawiąże ani jednej jagody.

Cecha kwiatu Kwiat obupłciowy (☿) Kwiat żeński (♀) Kwiat męski (♂)
Słupek Duży, sprawny Duży, sprawny Brak (zredukowany)
Pręciki Długie, stojące Krótkie, wygięte w dół Długie, stojące
Pyłek Płodny Sterylny (bezpłodny) Płodny
Czy rodzi owoce? Tak (samodzielnie) Tak (wymaga zapylacza) Nigdy


Genealogia

Nie wiem kto jest rodzicem mojej siewki bo nie krzyżowałem jej celowo a powstała z nasiona spod krzewu Prima Ukrainy. Potencjalnych zapylaczy w koło mam bez liku więc drugi rodziciel pozostaje anonimowy a i Prima jest tylko przypuszczeniem. Gdyby było to coś naprawdę interesującego można wysyłając próbki do dedykowanych instytucji przeprowadzić jej badania genetyczne które rodziców są w stanie wskazać.

W ogólnodostępnych w necie bazach winorośli możemy sobie sprawdzić rodziców (a nawet całe drzewo genealogiczne) dla wybranej odmiany. Dużą i popularna bazą tego typu jest np. VIVC.

Generalnie to chciałem wam przybliżyć sposób w jaki siewka wkracza w fazę dojrzałą. Nie wiążę jednak wiele nadziei z jej owocowaniem. Ciekawość jest bo jak to w życiu nigdy nie wiadomo co z takiego czegoś może wyrosnąć ;).

Myślę że w kolejnej odsłonie opowieści o siewce, pokażę już jak wyglądają owoce i czy są wogóle jadalne. 

niedziela, 31 maja 2026

Uszkodzenia mrozowe na początku sezonu

 Winogrona deserowe to smaczne ładne grona z wielkimi owocami. Trzeba jednak zdawać sobie sprawę z faktu że równocześnie są mniej odporne i wymagają większej uwagi niż winorośle przerobowe czy też inne stare odmiany.

Od lat uprawiam je w dwu lokalizacjach: koło domu w Tarnowie oraz na oddalonej od Tarnowa o jakieś 15km działce w pobliskiej Jodłówce. Widać spore różnice w siedliskach i zawsze Tarnów jest górą. Jest to zabudowa miejska, osłonięta przed zimnym wiatrem, co przekłada się wprost na uszkodzenia mrozowe winnych krzewów, bowiem w Tarnowie zawsze jakieś 2 stopnie cieplej. By to jakoś ubrać w liczby poniżej %-owe zestawienie uszkodzeń jakie na wiosnę zaobserwowałem na moich krzewach.

Wszystko rośnie w gruncie, nieokrywane. Uszkodzenia wskazane jako 100% obecnie odbijają od ziemi. W zasadzie nic nie umarzło na śmierć, zawsze gdzieś jakiś pączek odbija. Często na odbijających łozach widać też kwiatostany. Wrzucam bo czasami pytacie jakie odmiany można polecić. Jak ktoś planuje grunt bez okrywania w nienajlepszych regionach niech popatrzy co nie obmarza, bo widzę rok w rok które odmiany naprawdę są odporne i dają radę.

Lokalizacja Tarnów

Koło domu w zasadzie wszystkie krzewy spisują się dobrze. Pewnie wynika to z faktu że jestem w stanie je tu lepiej dopilnować oraz lepiej zabezpieczyć. Zresztą zazwyczaj te odmiany które sprawiają mi problemy usuwam zastępując nowszymi. Wyjątki to:

Manicure Finger - bardzo efektownie wyglądająca odmiana, jak jednak się przekonuję o bardzo niskiej mrozoodporności, już kilka powtarza scenariusz gdzie na wiosnę startuje zaledwie jeden lub dwa pąki, nie dają równocześnie też żadnych kwiatostanów. Absolutnie odradzam do gruntu.

Kiszmisz Łuczisty - Tu już problem bardzo poważny bo od 10 lat może z jedno grono zebrałem. Podobnie problem z mrozoodpornością do której dochodzi jeszcze miejscówka obok sporej thui. Takie towarzystwo absolutnie mu nie pasuje i chyba go poprostu wykopię. 

Reszta odmian dość dobrze przezimowała a przed wiosennymi przymrozkami udało się je zabezpieczyć kablami grzewczymi.  

Lokalizacja Jodłówka



Na działce uszkodzenia jakich się prawdę powiedziawszy nawet nie spodziewałem. Dużo lepiej sytuacja wygląda wśród przerobówek, które jednak łatwiej się regenerują i wybija sporo pąków zastępczych, więc spodziewam się w miarę ładnego owocowania.

Uszkodzenia przerobówek
0% - Siegerebe
5% - Bianka
10% - Regent
10% - Roesler
10% - Marquete
15% - Solaris
40% - Pinard
40% - Jutrzenka
40% - Pinot Noir Precose
60% - Muscaris
70% - Soreli
75% - Medina
95% - Dublański
95% - Separawi

Co do deserówek to tu z kolei może wyróżnię te, które dały radę, bo na wykresach widać że było źle i większość oberwała bardzo mocno.
Nie mam tu prądu, nie mam tu wody więc zabezpieczeń przymrozków tez nie da się jakoś sensownie zrealizować, w tym roku jak zwykle namioty i znicze. Było jednak -5.5C co też było jak na moje warunki sporym przymrozkiem (najzimniej w historii mojej przygody z uprawą winorośli).

Ale do sedna, kogo wyróżniam.

Głasza - to niedoceniana odmiana, u mnie wręcz rewelacyjnie odporna. To nie jednorazowy wyskok, to coroczna prawidłowość. Zawsze ma wiele gron i bardzo dobrze regeneruje się po przymrozkach. Może i nie ma idealnie wyglądających gron ale jest smaczna i jak pisałem niezawodna.

Krasotka - tu sytuacja ma się bardzo podobnie, wszelkie Krasotki jakie mam też bardzo dobrze zimują i zawsze plonują bardzo obficie. Tyle że z nią problem jest taki że lubi czasem po deszczach popękać co dyskwalifikuje ją w oczach niektórych. Jest natomiast bardzo smaczna i jak pisałem niezawodna.

Timur różowy, Gałbiena Nou, Piesnia, Aleksa, Agat Doński - Te odmiany też dały radę i raczej pokażą sporo gron. Z nimi jest już różnie i ich stan po zimie jest różny na przestrzeni lat. W tym roku im udało się przed nimi ustrzec i bardzo dobrze. Coś na krzewach urośnie.

 


sobota, 30 maja 2026

 Nic tak nie cieszy winiarza jak widok gron na winnych krzewach na końcu sezonu. Widok wspaniały wieńczący cały rok pracy, ciężkiej pracy na winnicy. By jednak ten moment nastał musi się spełnić kilka warunków, musi zgrać się tzw. terior, z właściwościami winnych krzewów i z chyba tym co najważniejsze zaangażowaniem i zapałem wioogrodnika. 

Są odmiany wdzięczne, które się lubi, które się docenia, które w końcu przynoszą najwięcej satysfakcji. Do nich napewno w moim przypadku należą takie szczepy jak Bianka czy Solaris. Są łatwe w uprawie, wiele wybaczają zarówno siedlisku jak i warunkom pogodowym. Gdybym miał komuś polecać to takie bym rekomendował. Na nasz klimat i na nasze wymagania. Moje odczucia potwierdzają też badania nasadzeń w Polsce i chyba nikogo nie dziwi fakt że Solaris to najpopularniejsza odmiana na naszym terenie.

Patrząc na wielkość uprawy poniżej 10 szczepów białego wina w Polsce, ułożony ściśle według areału nasadzeń:

Solaris – Zdecydowany lider powierzchniowy w Polsce; zajmuje największy procent wszystkich białych upraw. Jego zdecydowana dominacja potwierdza to co napisałem powyżej. Cieszy też że Polska (można już chyba tak powiedzieć) dorobiła się odmiany która swą specyfika charakteryzuje naszą produkcję wina.  

Riesling – Największy obszar upraw spośród wszystkich tradycyjnych odmian szlachetnych (Vitis vinifera). Rieslinga nie uprawiam. Niestety nie jest to odmiana na wszystkie stanowiska i obawiam się że zbyt dużo vinifery może nieść ze sobą też problemy którym moje siedlisko nie sprosta.

Seyval Blanc – Zajmuje bardzo duży areał ze względu na masowe nasadzenia w starszych polskich winnicach. 

Johanniter – Jedna z kluczowych hybryd, której powierzchnia upraw skokowo rośnie z roku na rok. Do Johanitera z kolei się przymierzałem, pasuje mi charakter win z jego udziałem. Może kiedyś.

Chardonnay – Czwarta pod względem areału odmiana szlachetna, chętnie wybierana przez duże, nowoczesne winnice. Myślę że głównie dzięki nazwie i swej dostojnej klasyce w kieliszku. To nie mój klimat ja szukam czegoś więcej. 

Hibernal – Zajmuje wysoką pozycję powierzchniową dzięki dużej odporności na mrozy. I tą mrozoodporność chętnie przetestuję. Mam nadzieję że już za rok uda się zebrać pierwsze grona a co z nich wyjdzie zobaczymy.

Pinot Gris – Coraz chętniej sadzona odmiana szlachetna o stabilnej i silnej pozycji w polskim areale.

Muscaris – Nowoczesna odmiana, która w ostatnich latach odnotowuje największą dynamikę nowych nasadzeń. Syn Solarisa, całkiem udany zresztą. Kilka win jakie udało mi się z niego zrobić potwierdza ze jest to dobry kierunek.

Souvignier Gris – Zyskuje ogromną popularność i obszar upraw jako odmiana bardzo odporna na choroby grzybowe. Widząc jego masowe nasadzenia w regionie, wyszedłem z założenia że skoro wszyscy sadzą nie może być to zły ruch ;).

Gewürztraminer (Traminer) – Zamyka pierwszą dziesiątkę pod względem całkowitej powierzchni upraw w kraju. I jego bym też chętnie wsadził, jednak nie jest to prosta w uprawie odmiana. Wino bardzo w moim klimacie jednak raczej skupię się na winach "cudzych".

No to tak mniej więcej wyglądają szczepy na wina białe. Sytuację mam tu opanowaną, wiem czego chcę, wiem jakie odmiany dadzą wina które lubię. Zupełnie inaczej ma się sprawa z odmianami na wina czerwone. Tu szukam, cały czas szukam i cały czas wydaje mi się ze jeszcze nie znalazłem. 

I właśnie kolejnym krokiem w rozwoju mojego hobby jest postawienie na coś zupełnie nowego, czego jeszcze w Polsce nie ma na większą skalę, zaledwie od kilku lat pojawiają się sporadycznie wina odmianowe, jednak czuję po pierwszych recenzjach potencjał.

FRAGMENT

Bardzo wczesna odmiana winogron o barwie ciemno granatowej, pełna dojrzałość przypada (na Morawach skąd pochodzi) na koniec sierpnia i początek września. Pierwsze nasadzenia u nas potwierdzają te dane, byłaby to jedna z najwcześniej dojrzewających u mnie odmian na wina czerwone.

Pochodzenie: Region winiarski Morawy, jako krzyżówka 'Frankovka' x 'Regent'. Odmiana została wyhodowana przez Pavela Pavlouška i Radka Sotolářa na Wydziale Ogrodniczym MENDELU w Lednicach na Morawach.

Rok wpisu do Państwowej Księgi Odmian: 2023

Cechy odmiany: Liście dorosłe średniej wielkości, pięciokątne.

Grona: stożkowato-cylindryczne, małe do średniej wielkości, średnio gęste.

Jagody: bardzo małe do małych, o zaokrąglonym profilu.

Kolor jagody: niebiesko-czarny, słabe zabarwienie miąższu.

Odporność: Odmiana jest odporna na szarą pleśń, pleśń winorośli i mączniaka prawdziwego winorośli. 

Plon: plenność winogron niska, zawartość cukru w ​​moszczu wysoka do bardzo wysokiej.

Fragment daje wina owocowe, z nutą ciemnych wiśni i jeżyn, o intensywnym kolorze i średniej zawartości tanin. Coś co może w części zastąpi mi Pinot Noir którego kosztem pojawi się u mnie na winnicy. Liczę na jego odporność na poziomie Regenta, jednak bez czasami występujących w winach z tej odmiany "Regentowych posmaków". To kolejna krzyżówka Regenta z Frankovką jaką chcę wsadzić. Pierwszą jest Reberger, Fragment jednak posiada większy udział V.Vinifera (winorośli szlachetnej) co powinno też zaprocentować w smaku wina.


Więcej o tej odmianie można znaleźć na forum winiarskim:
https://www.winogrona.org/index.php?title=Fragment 

No a moje Fragmenty pomalutku realizują plan. Bardzo ładnie się ukorzenił i na jesieni planuje jego wysadzenie do gruntu.


środa, 13 maja 2026

Ocieplenie klimatu. Prawda czy mit ?

Często ostatnio dyskutuje się o tym jak to właściwie jest z tym ociepleniem klimatu, czy to prawda czy ściema ? Teorii jest wiele, ja też mam swoją a nawet już o tym pisałem 6 lat temu.  Dziś chciałbym temat odkurzyć bowiem zaktualizowałem dane o ostatnie 6 lat.

Ale zanim do tego przejdę mały update dla ekstremalnych klimatystów. To co poniżej napisałem to moje wyliczenia dla terenu gdzie mieszkam. Nie należy odnosić tego do spraw globalnych, ocieplenia w Europie i na świecie. To zostawiam specjalistycznym organizacjom zajmujących się śledzeniem trendów światowych. Dla łaknących informacji o skali globalnej poniżej link do światowego raportu za rok 2025. 

European State of the Climate 2025

Nadchodzi ten właśnie okres kiedy wszyscy zaczynają się niepokoić i częściej spoglądać w prognozy meteo. Zimni ogrodnicy oraz zimna Zośka to tradycyjne, ludowe nazwy zjawiska klimatycznego, które regularnie występuje w Europie Środkowej w połowie maja. Określenie to odnosi się do nagłego, kilkudniowego ochłodzenia i fali przygruntowych przymrozków, które następują po pierwszych, ciepłych tygodniach wiosny. 

Zawsze łudzimy się że jak już było ponad 20°C to nie ma szansy na aż takie wielkie ochłodzenie i zawsze jest podobnie, zimni ogrodnicy przypadają kolejno na dni wspomnienia świętych: Pankracego (12 maja), Serwacego (13 maja) i Bonifacego (14 maja). Całość zjawiska zamyka 15 maja, zwany zimną Zośką (od św. Zofii) i zawsze wtedy przymrozki występują.

Tak było odkąd prowadzę pomiary. Zawsze mniej lub bardziej uszkadzały one uprawę. Tak było do tego roku bowiem chyba pierwszy raz w historii przymrozki u nas nie wystąpią a ochłodzenie przyszło dwa tygodnie wcześniej i wystąpiło w ostatnich dniach kwietnia. Jest to niewątpliwie jakaś anomalia która i u mnie zapaliła lampkę że coś jednak w pogodzie się zmieniło. 

No więc żeby dłużej nie gdybać przejdźmy do konkretów. Na stronie METEOMODEL.PL znajdują się pomiary temperatur gromadzone od roku 1951 (źródłem pochodzenia danych jest Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej - Państwowy Instytut Badawczy). Kawał czasu zapisany w ciepłych i zimnych wartościach które przez ponad pół wieku ewaluowały i mogą dać nam trochę informacji jakie zmiany nastąpiły i jakie są tendencje na lata przyszłe.

Trochę pobawiłem się tymi danymi a że najlepiej wynik przedstawia się na wykresach poniżej kilka takowych na których już co/nieco widać.






Na początek porównałem średnie temperatury miesięczne w poszczególnych miesiącach od 1951 do roku obecnego (to te obrazki po lewej). Wykresy jednak mało wyraźnie pokazują co się dzieje chodź już widać że mamy coraz cieplej.  

By zobaczyć jak wygląda trend zmian naniosłem na wykres średnie z badanych czasookresów aż do czasookresu bieżącego (to te po prawej). Tu już widać wyraźniej że większość krzywych pnie się systematycznie w górę. Wychodzi na to że ostatnio klimat jednak nam się ociepla a temperatury podskoczyły średnio o jakieś 1,5°C. Niby mało a jednak dużo. Dla winnej latorośli nawet bardzo.

Ciekawe że nie wszystkie miesiące ocieplają się jednakowo, a już mega ciekawe że te najbardziej dla nas ważne ocieplają się najmniej a październik nawet ostatnio się ochłodził. Jak zwykle "wiatr biednemu w oczy".

Analizując na kolejnym wykresie pokazałem różnice temperatur poszczególnych miesięcy pomiędzy pierwszym uśrednionym czasookresem badanym (lata 1951-1980) a obecnym (lata 2001-2026).

Wszystkie wartości dodatnie więc widać że w każdym miesiącu obecnie mamy cieplej niż 50 lat temu. Pytanie czy to trend stały czy tylko jakaś chwilowa anomalia. Wróżką nie jestem a jak ktoś ciekawy to w necie teorii mówiącej o globalnym ociepleniu czy ochłodzeniu jest wiele.

By temat odnieść do ostatniego okresu porównałem ostatnie dziesięciolecia. One pokazują trend ostatnich lat. Jak już wspominałem nie wygląda to specjalnie dobrze.

Ocieplenie najwyraźniej widać w miesiącach letnich i zimowych a wiosna (start wegetacji) i jesień (dojrzewanie winogron) bardzo słabo. Generalnie schemat jest najgorszy z możliwych czyli ciepłe zimy powodują rozhartowywanie krzewów, zimna wiosna opóźniony start i przygruntowe przymrozki, upalne lato przynosi suszę a zimna wiosna słabe parametry owoców ;). Bycie winiarzem to jednak dalej ciężki kawałek chleba a do Toscani nam daleko.

Globalnie dla winnej latorośli na pewno lepiej że cieplej i granica uprawy pewnych odmian przesuwa się stopniowo coraz wyżej na północ. To co dawniej dojrzewało tylko w najcieplejszych zakątkach kraju za niedługo dojrzeje już i w Wielkopolsce.

Powyższe dane dotyczą mojej lokalizacji, czyli Tarnowa. Podejrzewam jednak że jest to trend ogólnopolski i w innych regionach temperatury zachowują się podobnie.

niedziela, 26 kwietnia 2026

Winorośl 2026 - Kable grzewcze w ochronie winorośli

PORADNIK: Kable grzewcze w ochronie winorośli

(Czyli jak jeden pstryk ułatwia życie - część 3)

To już 3 część opisu moich eksperymentów z kablami grzewczymi. Jak powstawał projekt pisałem wcześniej we wpisach Kable - część 1 i Kable - część 2.

Dziś podsumowanie całości czyli czas na test ostateczny i generalnie opis jak to się wszystko sprawdziło. Przymrozki zapowiadano na cały tydzień więc palenie zniczy byłoby ciężkie do realizacji. Kable pod tym względem są dużo wygodniejsze. 

U mnie jak wspominałem szpalery są nieregularne. Wygląda to mniej więcej tak: PLAN WINNICY.
Mam więc 10 szpalerów różnej długości jak niżej:

OBWÓD1:
  • szpaler 01 - 5,7m
  • szpaler 02 - 5,0m
  • szpaler 03 - 5,0m
  • szpaler 04 - 2,0m
  • szpaler 05 - 3,0m
  • szpaler 06 - 4,8m
  • szpaler 07 - 6,4m
OBWÓD2:
  • szpaler 08 - 9,0m
  • szpaler 09 - 10,8m
  • szpaler 10 - 8,0m (obecnie jeszcze bez grzania)
O tym jak mam przygotowane namioty pisałem we wcześniejszych częściach. Dzisiaj skupię się już na finalnym przygotowaniu instalacji i samej walce z żywiołem.

 WYKONANIE INSTALACJI

Prolog – piątek/sobota, 3 dni do godziny 0 – trzeba plany wcielić w życie. Zgodnie z zaprojektowanym podziałem na obwody muszę pociągnąć 5 linii zasilających spiętych w szafce elektrycznej.

Kable układam w ziemi a w miejscach narażonych dodatkowo je zabezpieczam rurą osłonową. Jest z tym trochę zabawy bo trasa wiedzie przez już zagospodarowaną część działki w pobliżu krzewów i pod sporym świerkiem.

Roboty ziemne, układanie kabli, montaż puszek przyłączeniowych na słupkach zajmują mi prawie cały dzień.

Na sobotę pozostaje podłączenie kabli zasilających, ułożenie i podłączenie kabli grzewczych. Kable grzewcze terminuje na końcu specjalnymi, wygodnymi gumowymi końcówkami. Do druta nośnego mocuję je spinaczami biurowymi.

Niedziela to ostatni dzień na przygotowania. Po sprawdzeniu obwodów podłączenie do skrzynki zasilającej. Szybkie testy czy grzeje i lecimy z osłonami z włókniny.

PRZEBIEG TESTU

Noc z niedzieli na poniedziałek
No i nadszedł dzień próby. Noc z niedzieli na poniedziałek to już pełno-skalowy test. Osłony kończę montować rzutem na taśmę koło 19:00. 
Do testów mam 8 szpalerów pod osłonami z kablami grzewczymi, jeden szpaler pozostał bez grzania bo brakło mi kabla, ale będzie przynajmniej służył  porównanie do ochrony klasycznej gdyż zamierzam w nim standardowo palić znicze.
O 21:50 postanowiłem włączyć grzanie by nieco nagrzać w namiotach. Po kilku dniach obserwacji widzę że nie jest to jednak konieczne bo kable bardzo szybko łapią temperaturę. Testowanie pracy kabli jest proste, dotykasz ręką i już czujesz że ładnie grzeje.
Koło północy temperatura spada już poniżej 0C. W namiocie spokojnie +2,5°C. I to jest taka granica dla moich kabli. Realnie te 2,5°C podnoszą i to max ich wydajności. Gdyby kable były mocniejsze uzysk byłby jeszcze większy ale automatycznie też i zużycie energii. Z perspektywy przymrozków jest to chyba taka „minimalna wartość bezpieczna”. Czyli że możesz spać „prawie spokojnie” 😉. Nie zakładam jednak ochrony dla jakichś ekstremalnych mrozów bo mamy przecież globalne ocieplenie.

Pod samą osłoną z włókniny temperatura podbita tylko o +1°C i już koło 1:30 spada poniżej 0°C. Tak więc nie liczcie że samo okrycie włókniną jest w stanie zabezpieczyć wam uprawę przy obecnych warunkach. O 5:00 rano jest tam już poniżej -1,6°C. Potem termometr zabrałem do domu więc nie wiem ile generalnie spadło ale 5:00 to także szczyt ujemnej temperatury w tym dniu. Minimalnie na zewnątrz było -2,44°C.


    • minimalna tempera na zewnątrz, 15cm nad ziemią: -2,4°C
    • minimalna tempera pod samą włókniną: -1,6°C
    • minimalna tempera pod włókniną z kablami: +0,8°C

    Noc z wtorku na środę
    W tzw. międzyczasie jeden dzień przerwy bez mrozu, miałem odespać zeszłą noc i odpuścić okrywanie działki, ale resztkami sił zaraz po pracy pojechałem, okryłem i zapaliłem znicze. Będą paliły się do końca bo nie mam możliwości codziennie jeździć i gasić a potem zapalać.
    Zrobiłem ile mogłem a co będzie to będzie. Okrycie 8 czterdziesto-metrowych szpalerów to jest trochę roboty, w dodatku jak robi się to w pojedynkę i dodatkowo wieje wiatr ☹. Niestety widzę już na pąkach uszkodzenia z poniedziałkowego poranka.
    Wracam przy zachodzącym słońcu, w domu jestem jak się już zmierzcha. Późny obiad i dobezpieczanie tego co zostało koło domu.

     

      • minimalna tempera na zewnątrz, 15cm nad ziemią: -3,3°C
      • minimalna tempera pod włókniną ze zniczami co 2m: -0,5°C
      • minimalna tempera pod włókniną z kablami: 0,0°C

      Noc ze środy na czwartek
      Po dotychczasowych sprawdzeniach do ostatniego dnia prognozowanych przymrozków podchodziłem już lekko uspokojony ale i zapowiadany mróz był największy (spadek przy gruncie do -5°C).



      • minimalna tempera na zewnątrz, 15cm nad ziemią: -4,1°C
      • minimalna tempera pod włókniną ze zniczami co 2m: -1,7°C
      • minimalna tempera pod włókniną z kablami: -1,1°C

      WNIOSKI

      Tak, kable się sprawdziły. Jestem z tego zadowolony bo to co wstępnie założyłem potwierdziło mi się w realu. Widać przede wszystkim że system działa, nie sprawia problemów i jest przede wszystkim mega wygodny. W skrócie jeden "pstryk" i idziesz spać.
      Planowałem go na lekkie przymrozki i podniesienie temperatury o jakiś 1°C w górę. Przy maksymalnym mrozie podniósł o ponad 2,5°C więc założenia spełnia z naddatkiem.
      Jest napewno dużo lepszy niż znicze jeśli chodzi o równomierność i pewność grzania, jednak jak widać dla bardzo ujemnych temperatur nie pomoże i nie zabezpieczy w pełni przed mrozem poniżej -4°C.
      Z uwagi na testy w boju nie miałem czasu na kalibrację czujnika pomiarowego i wskazania dla kabli są chyba lekko zaniżone bo wykres zielony powinien być najniżej na wykresie. Błąd pomiarowy jest jednak stały i pokazuje jak się instalacja zachowywała.
      Momenty załączenia kabli, czy zapalenia zniczy na wykresie są łatwo identyfikowalne. 


      Co można ew. zmienić ?
      1. Grubsza włóknina będzie pewniejsza, ta moja o gramaturze 50g/m2 to takie minimum. W przypadku lekkiego wiatru grubsza napewno zabezpieczy lepiej przed ulotem ciepła.
      2. Zastosowanie kabli o większej mocy to też wzrost pewności by nawet mocno ujemne temperatury nie sprawiały problemu.
      Na co należy uważać ?
      1. Załączanie kabli. Zimne kable przy starcie biorą duży prąd. U mnie odcinki kablowe są stosunkowo krótkie. Gdyby ktoś planował ogrzewanie długich szpalerów, trzeba to wziąć pod uwagę. U mnie podzieliłem kable na 4 sekcje które włączałem pojedynczo z odstępem przy ich załączaniu.
      2. Instalacja jest zasilana napięciem 230VAC, które może być niebezpieczne więc wszystkie prace związane z montażem i uruchomieniem należy wykonać przy pomocy osób które się na tym znają i przeprowadzą to fachowo. Z wykształcenia jestem elektrykiem więc osobiście nie mam z tym problemu.
      3. Zabezpieczenie przed wilgocią. Prąd i woda się nie lubią, instalacja musi być szczelna, zwłaszcza gdy ktoś tak jak ja nie planuje jej demontować po przymrozkach. Wszystkie łączenia zalecam w dobrych puszkach hermetycznym o odpowiednim IP.
      4. Przy rozmieszczaniu kabli należy mieć na uwadze niewielki promień grzania. Na zdjęciach poniżej młode sadzonki które miały pąki zaraz nad ziemią. Kabel 20cm nad nimi ich nie zabezpieczły i kilka najmłodszych nasadzeń zostało uszkodzonych. Niektóre na śmierć.

      KOSZTY

      Pytacie jak wyglądają koszty. Wydaje mi się ze jest to rozwiązanie które nie rujnuje budżetu. Wymaga pewnych nakładów zarówno finansowych jak i sporo robocizny na starcie, jednak późniejsza wygoda jest naprawdę duża. 

      Koszty instalacji
      Całość kosztów jakie poniosłem zestawiłem wam w tabeli poniżej. Całość prac wykonałem samodzielnie więc robocizny nie liczę. Prace zajęły mi kilka dni.


      Pozycje 12 i 13 nie są ujęte w bilansie bo finalnie ich nie zrealizowałem a do osłony kabli zastosowałem rury karbowane jakie akurat znalazłem na strychu. Obecnie zakładam też ręczne załączenie i wyłączenie grzania (docelowo zintegruję to z czujnikami Supla jakie obecnie mierzą mi temperatury na winnicy). Kable YKY można układać bezpośrednio w ziemi co też uczyniłem w większości przypadków nie stosując rur osłonowych.
      Dla bezpieczeństwa zakładam wyłączanie obwodów spod napięcia przez cały rok i jedynie ich załączenie wtedy kiedy potrzeba czyli na majowe ochłodzenie.
      Rozdzielnica SZ1 nie jest też potrzebna.  U mnie wystąpiła z uwagi na konieczność doprowadzenia zasilania do rozdzielnicy SZ2 która bezpośrednio zasila kable.

      Reasumując: 1000.-PLN za instalację która pracuje kilka dni w roku to może i stosunkowo dużo. Jednak patrząc na jej zalety i wygodę wydaje się to uzasadnione. 

      Koszt ogrzewania
      Dla zakładanej u mnie instalacji moc kabli to ok. 1kW. Zakładam bezpiecznie że grzeję w nocy przez 8 godzin. Ręczne załączenie o 23:00, wyłączenie rano o godzinie 7:00. Z doświadczenia wiem że jest to bezpieczny czas grzania. W rzeczywistości może być nawet krócej.
      Jak mi szybko wyliczyła sztuczna inteligencja:
      Koszt grzania urządzeniem o mocy 1 kW przez 8 godzin wynosi obecnie od około 6,96 zł do 8,24 zł, w zależności od wybranej taryfy energetycznej.

      Reasumując: 8.-PLN za jedną noc to koszt kilku zniczy więc chyba się to w tym względzie opłaca. Odpada też ich niewygodne zapalanie w nocy i gaszenie w dzień. 


      wtorek, 14 kwietnia 2026

      ZE SKLEPA DO SKLEPA - Velke Bilovice 11.04.2026

      WINO: ZE SKLEPA DO SKLEPA - Velké Bílovice - cz.2

      (Czyli czy w winnym raju trzymają poziom ?)

      No i jest obiecana kolejna część relacji z wyjazdu. Jestem pod dużym wrażeniem organizacji imprezy. To naprawdę wielka przyjemność uczestniczyć w takim świecie wina. Wszystko dopięte na ostatni guzik, doskonała organizacja logistyki, zupełny brak służb porządkowych ale i brak jakichkolwiek ekscesów, czy problemów. Doskonałe zaplecze gastronomiczne, pełno miejsc z przekąskami (królowały smalczyki we wszystkich możliwych postaciach), daniami obiadowymi, wodą, kawą, odpowiedni liczba WC a i ilość ludzi całkiem spoko. Nigdzie nie było tłoku, kolejek, wszędzie można było o winach podyskutować (na ile pozwalały umiejętności językowe) no i przede wszystkim skosztować wszystkiego co dusza zapragnie. 

      Główny link do imprezy: https://www.velkobilovictivinari.cz/akce/ze-sklepa-do-sklepa. Jest tam opisane co i jak się działo. Strona główna bilovickich winiarzy jest natomiast tu: https://velkobilovictivinari.cz/ 


      Co obejmował bilet za 1950 CZK?
      • Nieograniczona konsumpcja wysokiej jakości win: od orzeźwiających wytrawnych po przepysznie słodkie. Przygotowywane bezpośrednio od lokalnych winiarzy.
      • Bony na wino o wartości 1000.-CZK. Można spokojnie wybrać i zabrać do domu to co smakowało najbardziej.
      • Kupony na wodę, kawę w sobotę, oraz bagietkę i zupę ratunkową w niedzielę.
      • Transport autobusem między piwnicami kursujący całą dobę tak i spowrotem.
      • Szklanka z logo wydarzenia i wygodnym torebko-wieszadełkiem.
      • Katalog win z mapą i długopisem pozwalający zaplanować program degustacji i zapisać notatki i spostrzeżenia.
      • Wieczorne after party z cymbałami, zakończenie dnia wspólną zabawą na placu w namiocie imprezowym (to już pominęliśmy).
      • Konkurs z nagrodami w postaci win o wartości 25 000.-CZK. Na zwycięzców czekały 3 fantastyczne nagrody. Podstawą była lista wystawców z pieczątkami, my je zostawiliśmy sobie na pamiątkę więc nie wygraliśmy nagrody głównej ale i tak wracaliśmy czując się mega wygranymi.
      Poniżej mapka winiarskich piwniczek.
      Degustowaliśmy sporo win. Przy ponad 50 wystawcach z których każdy miało nawet po kilkanaście win, łatwo poznać skalę problemu 😉. Jak to wszystko przetestować ? Szans najmniejszych nie ma ;). Osobiście skupiłem się na winach białych, często z odmian jakie osobiście posiadam lub dopiero co dosadziłem czyli Hibernal, Souvigner Gris. 


      Wystawianych było sporo szczepów, królowały wina jasne: Palava, Müller Thurgau, Hibernal, Ryzlingi rýnský i vlašský, Chardonnay, Sauvignon, Irsay Oliver, Solaris, Tramminer Cerveny, Rulandské šedé (Pinot Gris), Rulandské bílé (Pinot Blanc). W większości Vinifery ale tu nie ma co porównywać bo morawski klimat jednak bardziej sprzyja ich uprawie. Odmian PIWI (odmiany mieszańcowe winorośli o podwyższonej odporności na choroby grzybowe na klimat chłodniejszy) było mniej ale te interesowały mnie najbardziej gdyż nie nastawiam się na uprawę winorośli sprawiających duże problemy uprawowe w moim nie najlepszym siedlisku. Było sporo Hibernali i te widać że już na stałe zagościły w moravskich piwnicach a wina z nich wytwarzane są równie dobre co z klasycznych vinifer, były bardzo dobre Solarisy a nawet trafiliśmy też kilka win z Souvigner Gris (moje tegoroczne nasadzenia). 
      Przekonaliśmy się że można zrobić bardzo dobre wina z tych odmian królujących teraz i w Polsce.

      Najczęściej uprawianymi białych odmian winorośli na Morawach (w całych Czechach), uszeregowana według powierzchni upraw na podstawie aktualnych danych winiarskich:
      Veltlínské zelené (Grüner Veltliner) – bezapelacyjny lider (ok. 16% wszystkich winnic); podstawa morawskiego winiarstwa. Wina są świeże, mineralne, z charakterystyczną nutą białego pieprzu i migdałów
      Müller Thurgau – zajmuje drugie miejsce; bardzo popularny ze względu na wysoką wydajność i wczesne dojrzewanie. Daje lekkie, codzienne wino o niższej kwasowości i delikatnym, muszkatołowo-brzoskwiniowym aromacie
      Ryzlink rýnský (Riesling Reński) – zajmuje silną trzecią pozycję; ceniony za najwyższą jakość i potencjał starzenia. Szlachetny i długowieczny; charakteryzuje się aromatami lipowego kwiatu, cytrusów, a z czasem nutami naftowymi
      Ryzlink vlašský (Welschriesling) – tradycyjna odmiana, szczególnie dominująca w okolicach Mikulova (Pálava). Król Moraw; bardzo orzeźwiający, o wysokiej kwasowości, z aromatami polnych kwiatów, miodu i czerwonej porzeczki
      Rulandské šedé (Pinot Gris) – najpopularniejszy z "Pinotów"; powierzchnia jego upraw stale rośnie dzięki dużej popularności u konsumentów. Daje wino pełne, ekstraktywne i aksamitne; dominują w nim nuty miodu, pomarańczy i suszonych owoców
      Chardonnay – międzynarodowy klasyk; na Morawach zajmuje szóste miejsce i świetnie udaje się na wapiennych glebach. Daje wina eleganckie i krągłe; w zależności od metody produkcji wyczujesz w nim jabłka, tropikalne owoce lub wanilię (jeśli dojrzewało w beczce)
      Sauvignon (Sauvignon Blanc) – ceniony za aromatyczność; bardzo popularny w subregionie znojemskim. Bardzo wyraziste; poczujesz w nim pokrzywę, liście czarnej porzeczki lub owoce agrestu i brzoskwini
      Rulandské bílé (Pinot Blanc) – tradycyjna odmiana dająca eleganckie, pełne wina; siódma pod względem obszaru. Dyskretne i subtelne; w smaku przypomina dojrzałe gruszki i świeży chleb
      Pálava – jedyna rdzennie morawska odmiana w pierwszej dziesiątce; mimo że jest "młoda", jej popularność i powierzchnia upraw błyskawicznie rosną. Morawska duma (krzyżówka); bardzo aromatyczna, pachnie różami, wanilią i przyprawami korzennymi. Często występuje w wersji półsłodkiej
      Tramín červený (Gewürztraminer) – zamyka dziesiątkę; uprawiany na mniejszą skalę ze względu na trudność w uprawie, ale niezwykle ceniony za swój aromat. Jedno z najbardziej aromatycznych win; ma ciężki, upajający zapach herbacianej róży i egzotycznych przypraw

      Warto zauważyć, że pierwsza trójka (Veltlínske, Müller, Ryzlink rýnský) stanowi niemal 40% wszystkich białych nasadzeń w regionie.



      Z ciemnych chyba najwięcej ich sztandarowej Frankovki, Zweigelta, Dormfelderów i Rulandské modre (Pinot Noir). 

      Najpopularniejszymi czerwonymi odmian winorośli na Morawach (uszeregowana według powierzchni upraw na podstawie danych z czeskiego rejestru winnic) są:

      Frankovka (Blaufränkisch) – niekwestionowana królowa morawskich czerwieni. Daje wina o wyraźnej kwasowości, z nutami wiśni, korzeni i lekką pikantnością.
      Svatovavřinecké (Saint Laurent) – tradycyjna i bardzo popularna odmiana. Charakteryzuje się ciemnoczerwonym kolorem oraz aromatem powideł śliwkowych i czarnych czereśni.
      Rulandské modré (Pinot Noir) – szlachetny szczep, o którym rozmawialiśmy na początku. Daje eleganckie, jaśniejsze wina o zapachu truskawek i malin, świetnie nadające się do starzenia.
      Zweigeltrebe – austriacka krzyżówka (St. Laurent x Frankovka), która doskonale przyjęła się na Morawach. Wina są owocowe, miękkie, z nutami wiśni i jagód.
      Modrý Portugal (Blauer Portugieser) – lekka, codzienna odmiana o niższej zawartości garbników. Bardzo pijalna, często wykorzystywana do produkcji win młodych (np. świętomarcińskich).
      Cabernet Sauvignon – międzynarodowy klasyk, który na Morawach potrzebuje najlepszych, najbardziej nasłonecznionych stanowisk. Daje wina o strukturze czarnej porzeczki i papryki.
      Dornfelder – nowoczesna odmiana z Niemiec, która szybko zyskała popularność dzięki bardzo głębokiej, niemal czarnej barwie i owocowemu profilowi.
      Merlot – zyskuje na znaczeniu wraz z ociepleniem klimatu. Daje wina pełne, aksamitne, o smaku dojrzałych śliwek.
      Cabernet Moravia – rdzennie morawska krzyżówka (Cabernet Franc x Zweigeltrebe). Łączy w sobie aromaty owoców leśnych z delikatną nutą paprykową.
      André – kolejna lokalna krzyżówka (Frankovka x St. Laurent). Wino o intensywnym kolorze i wyższej kwasowości, wymagające dłuższego leżakowania w beczce.


      Co nam najbardziej smakowało? W zasadzie wszystko 😉. Nie było win złych, dużo było win bardzo dobrych, które można by długo wymieniać.
      Winem festiwalu dla mnie był Souvigner Gris z winniczki nr 46 Artvin. Wino półsłodkie jednak bardzo oryginalne w smaku. Bardzo wyraźne nuty cynamonowe, których dotąd nie spotkałem tak wyraźnych w innych winach. Zaintrygowało mnie na tyle że buteleczka przyjechała ze mną do Polski. Podobnie półsłodka Palava z tej samej winiarni, mieli jeszcze dobrego Rieslinga


      Z racji posadzonych rok temu Hibernali mocno też sprawdzałem tą odmianę. Tak, to jest to co chciałem mieć, win sporo, w większości mi smakowały, profil aromatyczny taki jak mi pasuje. Zakupiliśmy kilka u pana noname (koło winniczki nr 27).
      Najlepszego Hibernala piliśmy w winniczce nr 16 u Vladimira Tetura. Mieli też wspomnianego Regenta, też bardzo dobry. Dobrego Hibernala mieli też w winniczce nr 22 Zepletal. 
      Z Solarisów najbardziej smakowały nam od u Svatego Martina (winniczka nr 18) i od Zdenka Polacha (winniczka nr 35).
      Najlepszy Müller Thurgau piliśmy w winniczce nr 31 u Petra Leblocha. Tam też kupiliśmy słodkiego Hibernala pod nazwą Tuhyk.
      Najlepsze Sauvignon i Chardonnay u Hromka (winniczna nr 42). Najlepsza Palava u Vlk a Hoda (winniczka nr 53).

      Z win czerwonych polowaliśmy na Dornfeldery, dające ciekawe w smaku wina. Ale najlepszym winem z tej odmiany okrzyknęliśmy wino które nie brało udziału w konkursie bowiem leżakuje w piwnicy w naszej miejscówce w Prusiankach (degustowaliśmy dzień wcześniej). Testowaliśmy też Zweigelty które lubi moja małżonka - zabraliśmy z sobą tego od Purynky.
      Spotkaliśmy też nawet Regenta (pamiętam ze piliśmy tylko jednego i chyba więcej nam się nie rzucił nigdzie w oczy). Bardzo dobrze zrobiony, delikatny z przyjemnym zapachem bez żadnych niepożądanych dodatków.
      Wiadomo że na Moravach Frankowka jest nr 1 i w sumie jest ok, ale jakoś nie jest to mój target w winiarskich poszukiwaniach.

      Sporadycznie piliśmy jakieś wynalazki, musiaki czy wina pomarańczowe. Skupiliśmy się raczej na tym co lubimy. Oficjalnych wystawców było 55 + kilku nieoficjalnych (którzy notabene też mieli wyborne napoje). Nie udało nam się odwiedzić ich wszystkich ale nie sililiśmy się na to specjalnie bo ważne było miłe spędzenie czasu w pięknych okolicznościach przyrody. Trochę obawialiśmy się pogody bo dzień wcześniej były przymrozki, ta jednak sprawiła się doskonale i sobota witała nas pięknym, bezchmurnym niebem a koło południa zrobiło się już naprawdę ciepło.  


      Do Velkych Bilovic można zawitać przez całe lato. Co tydzień są tam wystawiane wina od różnych winiarzy które można znaleźć na liście poniżej.